Menu główne:
Artykuły
Paweł Ziółkowski
10 lat MMA
29 kwietnia mija okrągła, dziesiąta rocznica pierwszej walki MMA w Polsce. Myślę, że to dobra okazja by zarówno przypomnieć tamto wydarzenie, jak i podsumować minioną dekadę.
Dzisiaj gdy mamy więcej imprez MMA niż weekendów w roku wydają się one czymś oczywistym. Ale przed dziesięciu laty nie było żadnej tego typu imprezy. Najbardziej liberalne zasady obowiązywały na zawodach Polskiej Organizacji Jiujutsu. Walczono w gi, po uchwycie było 5 sekund na rzut i następnie 20 sekund w parterze. Aczkolwiek sędziowie często przerywali akcje wcześniej. Teoretycznie miał to być light-contact, w praktyce nikt się tym nie przejmował. Nie były to zbyt dobre dla nas przepisy, mimo to udało nam się parę mistrzostw wygrać (min Karol Matuszczak, Mirek Okniński i niżej podpisany).
Jaworznickie starcie
Na początku dwutysięcznego roku szef POJ, Tomek Guja, złożył propozycję Karolowi Matuszczakowi, liderowi polskiego Bjj. 29 kwietnia organizował w Jaworznie imprezę o nazwie Guja Cup. Chciał aby na niej Karol zmierzył się z jednym z najlepszych jego zawodników, mistrzem Polski Tomaszem Jamrozem na zasadach MMA. Karol podjął wyzwanie.
Dla całego, wtedy jeszcze dużo mniej licznego, środowiska Bjj/MMA było to wielkie wydarzenie. Na Śląsk, do Jaworzna udała się większość z nas. Ja sam wyruszyłem bladym świtem z Sopotu pociągiem, z którego wyskoczyłem na przedmieściach Grudziadza, by w nocnym klubie spotkać się z Mirkiem Oknińskim, który wówczas mieszkał w Grudziądzu i w piwnicy wspomnianego nightclubu miał siłownie i kawałek maty. Z Mirasem i jego dzisiejszą żoną wyruszyliśmy samochodem, zabierając po drodze z Bydgoszczy Marka Matusiaka.
Podróż samochodem z Mirkiem to byłby materiał na osobny artykuł. Gdyby nie sztuki walki mógłby być z niego bardzo dobry kierowca rajdowy. Szaleńcze tempo, łamanie wszystkich możliwych przepisów ruchu drogowego w stylu skręcania z lewego pasa w prawo przed czołem ruszających samochodów, przebijanie się przez korek poboczami. A w powrotnej drodze nocą chyba pobicie rekordu czasu przejazdu ze Śląska na Pomorze.
Na miejscu w Jaworznie po finałowej walce turnieju sport jj (o przepisach wspominałem wcześniej) walka Karola. Karol zaczął walkę „kłując” przeciwnika lewym prostym. Tomek Jamroz w odpowiedzi ruszył z gradem ciosów pod które zanurkował Karol wykonując wejście w nogi z wysokim wyniesieniem przeciwnika. Tomek skręcił się do żółwia z którego udało mu się wstać w klinczu. Karol zaczął atakować kolanami, ale po chwili sędzina przyzwyczajona do przerywanego zwarcia w sport jj rozdzieliła ich (co było wbrew przepisom i nawet Guja krzyczał „co robisz!? to nie sport jj”). Z dystansu Karol ponawia wejście w nogi. Jamroz znowu próbował ucieczki z parteru do stójki, ale tym razem Karol mu na to nie pozwolił. Zaszedł za plecy i zakończył walkę duszeniem mata leao. Całe starcie trwało minutę i piętnaście sekund (i to wliczając przerwę na rozdzielenie).
Całą walkę można obejrzeć na kanale youtube Akademii Sarmatia: www.youtube.com/AkademiaSarmatia
MMA w gi
Do następnej imprezy MMA przyszło nam czekać ponad półtora roku. W grudniu 2001 roku Bytomski Klub Jiu-jitsu Grzegorza Skibniewskiego zorganizował amatorski turniej full-contact jj, czyli MMA w gi (kimonie). Pierwszą edycję zdominowali zawodnicy z byłego ZSRS przybyli wraz z nauczycielem Grzegorza, Tairem Narimanowem. Najwyższe miejsce dla Polaka, srebrny medal wywalczył Krzysiek Kułak, trzech innych (w tym dwóch moich uczniów) zdobyło brązowe medale.
Rok później było już lepiej, Polacy wywalczyli dwa złota. Ponownie na podium, tym razem najwyższym wadze -81 kg stanął Krzysiek Kułak. Drugie złoto poszło na konto Akademii Sarmatia. Wywalczył je w wadze -90 kg mój ówczesny uczeń Rober Zawisła.
W kolejnych latach przez bytomskie zawody używające najpierw nazwy European Full-contact Jiu-jitsu Tournament, potem Międzynarodowe Mistrzostwa Polski Full-contact Jiu-jitsu, przewinęła się masa znakomitych zawodników. Między innymi debiutował tu Tomasz Drwal. Jest to najdłużej odbywająca się impreza MMA w Polsce.
Od 2003 roku Grzesiek Skibniewski organizuje też analogiczny turniej bez gi – Hadaka Waza. Na nim swoje pierwsze tryumfy odnosił Janek Błachowicz. W 2004 zorganizował zawodową galę (bez gi) „Gala Sportów Walki”, w której miałem przyjemność wziąć udział (i wygrać), od 2009 roku współorganizuje zawodowy turniej MMA Challengers.
Wkrótce po pierwszym turnieju, jeszcze w grudniu 2001 roku podczas gali bokserskiej walkę na podobnych zasadach (czyli w gi) wygrał Mariusz Linke. Jego przeciwnikiem był uczestnik pierwszego bytomskiego turnieju Slawomir Zakrzewski.
Mirkowe Marial Arts
Kolejny rozdział polskiego MMA wiąże się z osobą wspomnianego już Mirka Oknińskiego. Po przeprowadzce do Warszawy Miek zaczął samemu organizować rywalizację. W październiku 2002 roku zorganizował pierwszą walkę podczas imprezy Body Show. Stoczyli ją Grzegorz Jakubowski i Temistokles Teresiewicz. Zakończyła się remisem, a kibice obydwu zawodników długo rozpatrywali kto wg nich był w niej lepszy.
Poczynając od 2003 roku Mirek zorganizował regularną rywalizację. Nazwa zmieniała się kilkukrotnie. Początkowo używano wcześniejszej, brazylijskiej nazwy Vale Tudo, którą następnie zastąpiono MMA. Raz miały to być Mistrzostwa Polski, Potem Puchar Polski, ostatecznie powrócono do Mistrzostw.
Łącznie odbyło się dziesięć imprez w latach 2003-2005, w tym kilka amatorskich eliminacji i gale zawodowe w tym dwie finałowe gale Mistrzostw Polski, oraz turniej Grand Prix wagi średniej . Po roku 2005 Mirek poświecił się pracy trenerskiej z rzadkimi przerwami na własne (udane) starty.
K jak Kimura i KSW
Kolejną osobą niezwykle zasłużoną dla rozwoju MMA w Polsce jest Marcin Blicharski zwany „Kimurą”. W latach 2004-2005 zorganizował na południu Polski (Bielsko-Biała, Chorzów, Dąbrowa Górnicza) pięć edycji zawodowej gali Colosseum. Później krótko współpracował z Mirkiem Oknińskim i czynnie zaangażował się w pomoc polskim zawodnikom w znajdywaniu walk za granicą. Od 2008 roku propaguje w Polsce imprezy pod szyldem japońskiej organizacji Shooto.
W tym samym 2004 roku wystartowała Konfrontacja Sztuk Walki. Impreza ta z czasem dzięki układowi z Polsatem wyrosła na wizytówkę polskiego MMA. Jej charakter na przestrzeni lat ulegał ewolucji. Początkowo jej twórcy Martin Lewandowski i Maciej Kawulski odcinali się od MMA głosząc, że organizują konfrontację styli, choć w tych latach nie było już o tym mowy, gdyż wszyscy zawodnicy byli już przekrojowcami. Zmieniały się przepisy, sprzęt ochronny, wreszcie charakter z amatorskiego i na poły amatorskiego do w pełni zawodowego.
Karol
Karol Matuszczak po wygranej przede wszystkim realizował się jako trener. Wyszkolił wielu czołowych polskich zawodników MMA, takich jak Biskup, Dąbrowski, Kubski, Mańkowski. Brał udział też w organizacji szeregu gal zawodowych. Min w latach 2005-2007 Full Contact Prestige, której cztery edycje reprezentowały wówczas najwyższy poziom polskiego MMA. Tutaj na dobre zabłysła gwiazda Mameda Khalidowa po zwycięstwach nad Buczkiem i Troengiem.
Ta rolę numeru jeden przejął w 2008 następnie organizowany przeze mnie i mojego zmarłego ucznia Daniela Zacharzewskiego od 2006 roku Bałtycki Sztorm. Dość powiedzieć, że nawet przegrani ze Sztormu byli potem rekrutowani przez KSW. W październiku 2008 roku miała tu miejsce pierwsza walka kobiet w Polsce zakończona zwycięstwem Magdy Jareckiej. Karol na Sztormie występował jako główny sędzia.
Dwukrotnie współorganizował wakacyjne gale w Mielnie, kilkakrotnie rywalizację MMA na poznańskich galach bokserskich i kickboxerskich.
AoF
Coraz większą rolę w polskim MMA odgrywa płocka gala Angels of Fire. Impreza Tadeusza Kopcińskiego i Marcina Kansy to jedna z wiodących w europie gal K-1. Coraz bardziej jednak zwiększa się liczba rozgrywanych na niej walk MMA. W listopadzie 2008 roku odbył się na AoF turniej o zawodowy puchar polski MMA, który wygrał nasz (Akademii Sarmatia) zawodnik Łukasz Sajewski. W grudniu 2009 roku kolejna zwycięska walka Łukasza była pierwszą walka MMA transmitowaną na żywo przez Telewizję Polską.
Najbliższa gala, planowana na koniec maja zapowiada się bardzo dobrze, a są już plany jeszcze lepszej imprezy na jesieni. Dzięki kontaktom z TVP Anioły Ognia stanowią poważną konkurencję dla KSW.
Polacy za granicą
Nim jeszcze odbyła się pierwsza walka w Polsce Michał Skierniewski, utytułowany gdański kickboxer wygrał walkę MMA w Niemczech. Michał następnie poświecił się zawodowemu boksowi, ale w 2008 roku powrócił na ring MMA podczas Nocy Wojowników w Mielnie. Tym razem niestety przegrał, ale zapowiada, że nie powiedział jeszcze w sprawie MMA ostatniego słowa.
W ostatnim dziesięcioleciu polscy zawodnicy walczyli ze zmiennym szczęściem na całym świecie. Najmniej łaskawa była dla nas ojczyzna MMA. Z trzech walk Polaków w Brazylii tylko Piotrowi Bagińskiemu udało się zremisować. Mariusz Linke i Michał Materla niestety ulegli po zaciętych walkach.
Trochę lepiej szło nam w Japonii. Pawłowi Nastuli, Magdzie Jareckiej i Mamedowi Khalidovowi udało się wygrać po jednej walce. Występ Pawła wzbudził zainteresowanie mediów głównonurtowych. Niestety oddźwięk nie był jeszcze zbyt pozytywny. Z półgodzinnego mojego produkowania się przed kamerą TVN wybrało dwa zdania, dużo więcej miejsca zostawiając dyletantom krytykującym nasz sport.
Także w Stanach, a zwłaszcza najbardziej liczącej się dziś serii gal – UFC polscy zawodnicy odnoszą sukcesy. W tej chwili w UFC walczy Tomek Drwal, oraz zamieszkały na stałe w Kanadzie Krzysztof Soczyński. Obydwaj maja już po kilka zwycięstw.
W Europie Polacy odnoszą wiele sukcesów. W wadze ciężkiej ostatnio Damian Grabowski i Michał Kita wygrali silnie obsadzone turnieje. Grzesiek Trędowski dzięki swoim walkom był przez pewien okres notowany na czwartym miejscu światowego rankingu Shooto. W 2004 roku w Pradze jeden z moich uczniów pokonał przed czasem dwukrotnego mistrza Europy.
W zeszłym roku po raz pierwszy Polak walczył w Chinach. Inny mój uczeń, Marcin Pionke pomimo odniesienia w pierwszej minucie (dwudziestominutowej walki) poważnej kontuzji zremisował z najlepszym chińskim zawodnikiem swojej wagi.
Na koniec
Żeby ze szczegółami opisać te dziesięć lat i nikogo nie pominąć musiałbym napisać książkę. Tutaj przedstawiłem jedynie mały (wg. mnie najistotniejszy) wycinek tej dekady. Wszystkich pominiętych w tym skrócie przepraszam.
Nie mógłbym jednak nie wspomnieć o dwóch osobach wspierających polskie MMA. Krzysztof Sokołowski z Wejherowa. Czarny pas hapkido, człowiek o olbrzymiej posturze i jeszcze większym sercu. „Sokół” jest kimś kogo dzisiaj rzadko spotkać. Mecenasem bezinteresownie wspierającym sport. Krzysiek od lat finansuje na wielu imprezach trofea dla zawodników i wspomaga organizację gal finansując inne wchodzące w skład organizacji elementy (np. gażę anonsera). Nie ma z tego nic, nawet reklamy, poza satysfakcją.
Druga to Marek Matusiak, właściciel firmy Rebel, która wspomaga polskich zawodników finansowo, a organizatorów gal sprzętowo (min najlepszymi na polskim rynku rękawicami do MMA).